Patron serwisu - WP.pl
whole bg

Informator dla biznesu SPRAWDZAM!

SPRAWDZAM

Sprawdzaj z kim robisz interesy!

Wypełnij formularz i zyskaj dostęp do bezpłatnego raportu BIG o jednej dowolnie wybranej firmie.

SPRAWDŹ

Miliardy złotych niespłaconych długów. Często nikt o te pieniądze się nie upomina

Dlaczego ludzie nie spłacają swoich długów? Bo mogą – to najkrótsza i najprawdziwsza odpowiedź, przynajmniej w Polsce. Nie robimy bowiem nic, żeby zmusić swoich dłużników do zapłaty. Nawet samorządy często nigdzie nie zgłaszają niezapłaconych należności, "bo dłużnik to też wyborca". W ten sposób dajemy sobie odebrać miliardy złotych.

Dlaczego ludzie unikają spłacania swoich długów – pytam Łukasza Rączkowskiego, eksperta BIG InfoMonitor, lidera wśród biur informa-cji gospodarczej w Polsce. Niewielu ludzi tak jak on wie, jak kombinują dłużnicy, dlaczego nie płacą i kiedy w końcu się uginają.

- Wiele podmiotów gospodarczych, a także samorządów nic nie robi, żeby odzyskać należności, więc dłużnicy czują się bezkarni – odpowiada Rączkowski.

- Na Zachodzie działa to zupełnie inaczej, bo wymiana informacji gospodarczych jest lepiej rozwinięta. Tam uszczerbek na wiarygodności ma naprawdę poważne konsekwencje. Dlaczego? Jeśli ktoś nie płaci swoich rachunków na czas, ta informacja jest dostępna w bazach informacji gospodarczej, z której korzysta bardzo wiele podmiotów. Nadszarpnięta reputacja płatnicza natychmiast powoduje, że sprzedawca nie ma zaufania do klienta i sprzeda mu towar tylko za gotówkę żądając płatności od razu– wyjaśnia Rączkowski.

To m.in. sprawia, że jak podaje Bisnode Polska, u naszych sąsiadów za Odrą, aż 80 proc. należności opłacana jest w terminie, a tylko 20 proc. staje się przeterminowana. W Polsce jest dokładnie odwrotnie - 80 proc. to należności przeterminowane, 20 proc. zapłacone w terminie.

Nie doniosę na dłużnika, bo się obrazi

Żeby zmienić kulturę płatniczą w Polsce, konieczna jest szersza wymiana informacji o dłużnikach – tylko wtedy ci, którzy celowo opóźniają płatności bądź nie płacą, przestaną czuć się bezkarni.

- W Polsce rynek wymiany informacji gospodarczej w porównaniu do naszych zachodnich sąsiadów dopiero raczkuje. Istnieją co prawda biura informacji gospodarczej, które prowadzą rejestry dłużników, są giełdy wierzytelności, ale nadal wciąż za mało przedsiębiorców korzysta z tych narzędzi - mówi Rączkowski.

- Za to banki już od 20 lat rozwijają system wymiany informacji na temat zobowiązań kredytowych poprzez Biuro Informacji Kredytowej. Mają wręcz obowiązek aktualizowania informacji o kredytobiorcach raz na tydzień – to już jest wymiana bliska perfekcji.

- Pozostałe podmioty często niewiele robią, żeby odzyskać należności. A jak robią, to wykonują już tylko ten ostateczny krok, czyli zgłaszają sprawę do sądu, kiedy w grę wchodzą wysokie kwoty i bardzo duże opóźnienia. Przedsiębiorców musimy jeszcze edukować – dodaje ekspert.

Dlaczego tak wielu wierzycieli nie upomina się o swoje pieniądze?

– Powodów zapewne jest wiele, a w grę czasem wchodzą nawet zupełnie niemerytoryczne i zaskakujące przyczyny. W przypadku urzędów miast i gmin spotkałem się z podejściem, że dłużnik nie dłużnik, ale zawsze to wyborca – mówi ekspert BIG InfoMonitor.

Jeden wyborca, który nie spłaca swoich długów budżetu miasta nie zrujnuje. Problem w tym, że skala tego zjawiska jest naprawdę duża. Mieszkańcy nie tylko nie płacą podatków i innych opłat lokalnych, ale bardzo często też nie płacą czynszu za mieszkanie.

- Dane GUS pokazują, że w 2016 roku 26 proc. mieszkańców miało zadłużenie z tytułu czynszu przekraczające trzy miesiące. Urząd zbadał ok. połowę mieszkań w Polsce – 7,5 mln – a w tej grupie zaległości sięgają 5 mld zł. To są ogromne pieniądze – podkreśla Łukasz Rączkowski.

A przecież te zaległości czynszowe to nie tylko długi wobec spółdzielni czy wspólnot mieszkaniowych. To również niezapłacone rachunki za lokale komunalne.

Zostawmy jednak samorządy. Pytanie, dlaczego przedsiębiorcy nie upominają się o swoje należności? Ci o elektorat zabiegać nie muszą.

– Najczęściej obawiają się popsucia relacji z klientami, tego, że kontrahent się na nich obrazi i więcej nie da im zlecenia, dlatego nie zgłaszają go jako dłużnika do żadnego rejestru, a to sprawia, że takie firmy tylko utwierdzają się w poczuciu bezkarności – podkreśla ekspert BIG InfoMonitor.

"Nie mam na to czasu"

Kolejnymi powodem, dla którego wierzyciele odpuszczają dłużnikom jest przekonanie, że wpisywanie dłużników do rejestru dłużników wymaga dużych nakładów sił i środków. Tymczasem procedura wygląda tak: jeśli od terminu płatności minęło już 30 dni, a dłużnik dalej nie zapłacił, wierzyciel ma prawo wpisać go do Rejestru Dłużników.

Można to zrobić, jeżeli wierzyciel wysłał dłużnikowi wcześniej ustawowe wezwanie do zapłaty, a dług w przypadku przedsiębiorców wynosi minimum 500 zł, zaś w przypadku konsumentów - 200 zł. Ważne jednak, że kiedy zostanie spłacony, wierzyciel w ciągu 14 dni musi usunąć z rejestru wpis o długu.

Dla tych, którzy jeszcze nie korzystali z takiego narzędzia to przerażająca wizja. I to nie tylko dla małych i średnich firm, ale nawet tych dużych, które myślą, że trzeba będzie zatrudnić kolejnego pracownika do obsługi tego obszaru działania firmy, wdrożyć procesy, nadzór itp.

- Nie musi to tak wyglądać, ponieważ np. BIG InfoMonitor prowadzący własny rejestr dłużników wspiera swoich klientów w wykonywaniu wszystkich czynności, które mają na celu odzyskanie przez nich pieniędzy – od wysyłki wezwań do zapłaty, poprzez wpisywanie dłużników, edycję wpisów, usuwanie wpisów gdy dłużnik zapłaci, aż po powiadamianie dłużników o wpisie– mówi Łukasz Rączkowski. Jest to pomoc, która pozwala ograniczyć wysiłek firmy-wierzyciela do minimum.

Jak dłużnicy kombinują, żeby nie płacić?

Bierność wierzycieli to jedna strona medalu. Nie zapominajmy, że to sami dłużnicy są powodem problemu zatorów płatniczych. A ci mają swoje sposoby na to, by nie spłacać należności.

- Powszechnym sposobem jest zakładanie spółek z o.o. One często już od samego początku są zakładane tylko po to, żeby wyłudzić jakiś kontrakt od dostawcy. To zdarza się głównie w branży budowlanej. Tam zresztą jest najwięcej upadłości w Polsce – około 1/5 wszystkich – mówi Łukasz Rączkowski, powołując się na raport firmy Coface dotyczący upadłości w Polsce w 2016 r.

- Żeby przetrwać w branży budowlanej, warto weryfikować każdego, z kim robi się interesy. Najlepiej zresztą korzystać z kilku baz informacji gospodarczej jednocześnie. BIG InfoMonitor ma tę przewagę, że oprócz wpisanych zobowiązań wobec innych firm, pozwala sprawdzić również wszystkie kredyty zaciągnięte przez daną firmę – nie tylko te niespłacane, ale wszystkie aktywne (choć dostęp do tych danych jest ograniczony do spółek). BIG InfoMonitor współpracuje z Biurem Informacji Kredytowej i Związkiem Banków Polskich. Dzięki temu nasz raport specjalny dostarcza informacje nie tylko z jednej, własnej bazy danych, ale aż z trzech baz - wyjaśnia ekspert BIG InfoMonitor.

Co prawda do tego, by sprawdzić bankowe bazy danych, wymagana jest zgoda kontrahenta, ale już odmowa jej udzielenia mógłaby świadczyć o tym, że dany podmiot ma coś do ukrycia.

- To jest świetna metoda, żeby z góry wyeliminować firmy założone wyłączne do wyłudzania pieniędzy. Bo jeśli ktoś ma jakąś historię w bankach, jeśli banki ufają takiej firmie, to można z dużą pewnością zakładać, że wcześniej dokładnie ją prześwietliły i wiedzą, że można jej ufać. Jeśli natomiast firma nie ma żadnej historii kredytowej, ma problem z udzieleniem zgody na wgląd w jej dane, jej wiarygodność powinna być oceniana ostrożniej – radzi ekspert.

Innym podstępem, który wykorzystują dłużnicy, by nie płacić swoich zobowiązań, albo przynajmniej na długo odroczyć płatność, są spory handlowe.

- Zwykle wygląda to tak, że klient zamawia towar, a kiedy go otrzyma, natychmiast zarzuca dostawcy, że towar ma jakieś wady. To może być nawet błaha sprawa, jak choćby krzywo naklejony kod kreskowy. Ale taki zarzut powoduje, że rozpoczyna się spór handlowy między dostawcą i odbiorcą i dopóki nie rozwiąże go sąd, dłużnik nie płaci za dostarczony towar. To dodatkowo o tyle kłopotliwa sytuacja, że nawet firmy, które ubezpieczają swoje należności, mogą mieć problem. Bo ubezpieczyciel wypłaci ewentualne odszkodowanie dopiero wtedy, gdy spór zostanie rozstrzygnięty przez sąd. Niestety to może potrwać nawet rok albo i półtora – wyjaśnia Łukasz Rączkowski.

Ten proceder stał się wyjątkowo modny kilka lat temu w czasie kryzysu gospodarczego. Na szczęście przedsiębiorcy nie są wobec niego bezbronni.

- Nawet, jeśli taki dług jest kwestionowany i sprawa toczy się w sądzie, wierzyciel może go wpisać do bazy zanim jeszcze sąd wyda wyrok. Oczywiście dłużnik ma prawo wtedy zgłosić, że z długiem się nie zgadza, a wpis w naszej bazie otrzyma status zakwestionowanego. Dzięki temu wszyscy sprawdzający rejestr BIG InfoMonitor widzą, że sprawa nie jest jednoznaczna. Ale jednocześnie informacja o zadłużeniu jest widoczna i przekazywana dalej, więc może zmobilizować dłużnika do spłaty – wyjaśnia Rączkowski.

Dodatkowo nawet jeśli długi są zakwestionowane, a takich wpisów jest dużo, to dla potencjalnego kontrahenta też jest cenna informacja. To może być znak, że spór handlowy wpisany jest w strategię prowadzenia biznesu. Takich kontrahentów lepiej unikać.

Sprawdź wybraną firmę w BIG bezpłatnie >>

Poleć ten artykuł znajomym:
Udostępnij Tweetnij
Wyłącz Adblocka, aby w pełni cieszyć się zawartością tej strony.